A co jeżeli wszyscy jesteśmy w błędzie?

Słuchajcie. Długo myślałam nad tym, czy się wypowiedzieć, czy nie. Trochę się bałam, trochę nie do końca wiedziałam w jaki sposób, różne myśli przychodziły mi do głowy. Czytałam i słuchałam wypowiedzi innych, ważniejszych i mądrzejszych ode mnie. @mamaginekolog tłumaczyła medyczne aspekty związane z tematem aborcji. @nieperfekcyjnamama wytoczyła na blogu przerażającą wizję życia w Polsce, inne jak @annasudol wyraziły swoje poparcie, ale też jasno zakomunikowały, że mamy prawo do tego, by się nie wypowiadać i nie komentować tej sytuacji.

Moje przemyślenia też się trochę zmieniały z dnia na dzień z kolejnymi protestami i reakcjami polityków na bieżące wydarzenia. Wszystko jednak rozbijało się o to, że czułam w sobie potrzebę śledzenia tych wydarzeń i dyskutowania o nich z najbliższymi.

Główną jednak myślą, jaka chodziła mi po głowie, w całym tym zamieszaniu było to, że może wszyscy jesteśmy w błędzie. Bez względu na to, czy popieramy protesty, czy nie. Bez względu na to, czy jesteśmy pro life, czy pro choice. Bez względu na jakiekolwiek nasze poglądy, wciąż wszyscy mogliśmy zostać zmanipulowani i wprowadzeni w błąd. Zastanawiasz się pewnie w jaki sposób?

Zadałam sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego wyciągnęli kwestię aborcji akurat teraz? Na bazie tego, jak do tej pory funkcjonował nasz rząd, od razu zaczęłam podejrzewać, że na pewno chcą coś tym przyciszyć. Ile to już razy zdarzało się, że rozdmuchiwali jakiś temat, by po cichu przepchnąć coś innego.

Zaczęłam w takim razie analizować. Może chcą zagłuszyć sytuację z koronawirusem i problemami placówek medycznych, która zaczęła wymykać im się spod kontroli (jeżeli w ogóle kiedykolwiek takową mieli). Zachorowania zaczęły gwałtownie rosnąć i rosną nadal. Służba zdrowia jest w coraz gorszej sytuacji. W Internecie zaczęli przytaczać słowa premiera, który mówił, że wirus jest w odwrocie. Wzrastało oburzenie związane z tym, że mieli bardzo dużo czasu (lipiec, sierpień, wrzesień), by się dobrze przygotować do drugiej fali COVIDu, o której dużo wcześniej było wiadomo, że się pojawi.

Później stwierdziłam, że może chcą to połączyć z czymś innym. Rozhulać wirusa jeszcze bardziej, by móc wprowadzić stan wyjątkowy. Pozamykać wszystkich i mieć jeszcze większą swobodę we wprowadzaniu radykalnych obostrzeń, mimo że na każdym kroku zapewniali, że nie chcą ponownie wszystkiego zamykać.

Myślałam dalej, może chcą zagłuszyć uchwalenie budżetu na przyszły rok i działania z tym związane. Na to też zwracała mi uwagę moja siostra, gdy z nią o tym rozmawiałam. Szczególnie sensowne wydawało mi się, to gdy jednego dnia usłyszałam, że dziura budżetowa w tym roku jest rekordowa i wynosi ponad 100 mld zł (z dumnie zapowiadanego przez nich na początku roku 0).

Po godnym wstydu przemówieniu Jarosława zaczęłam się bać, że może dążą do zmiany konstytucji. Nie od dziś wiadomo, że mają takie zakusy. Jaro w swojej mowie, zrzucił winę na lewicę i fakt, że to oni w 1997 uchwalili taką konstytucję (i rzekomo to przez nich zapis o aborcji jest z tym niezgodny). Swoją drogą nasi obecni rządzący, zamiast łagodzić konflikty, zawsze jeszcze dolewają benzyny do ognia. Żywią się konfliktami, nienawiścią i podsycaniem ludzi przeciwko sobie.

Gdy rozmawiałam z mężem, pojawiła nam się myśl, że zaostrzenie prawa aborcyjnego jest częścią układu między Jarkiem a Ziobrom, po ostatniej burzy w koalicji rządzącej. Kto wie, czy nie postawił on takiego warunku. Prawdę mówiąc, każdemu tam odbija i zdają się być coraz bardziej oderwani od rzeczywistości, żyjąc we własnej bańce, napawając się coraz bardziej swoją władzą, nieskończonym poczuciem sprawczości i braku konsekwencji.

Mimo wszystko, po czarnym proteście, który odbył się kilka lat temu, na pewno rządzący zdawali sobie sprawę, jaką reakcję społeczeństwa to wywoła. Może jedynie nie zdawali sobie sprawy ze skali. To spowodowało, że zaczęłam rozpatrywać te wszystkie układy wymienione wyżej.

Ciągle chodziło mi po głowie, na pewno musi być jakiś powód, bo oni nic nie robią bez przyczyny i swojej korzyści. Wyciągnęli tak ciężką sprawę właśnie teraz, w czasie pandemii. Ba na 2 dni przed zaostrzeniem restrykcji w kraju. I do tego doczepili się chyba najbardziej kontrowersyjnego wyjątku w naszym prawie aborcyjnym (choć ciężko przy tak skrajnych 3 przypadkach wskazać, który jest gorszy). Co wiadomo na pewno to, fakt, iż w 2019 ten właśnie wyjątek w prawie aborcyjnym stanowił powód 98% zabiegów przerywania ciąży w naszym kraju.

Jest jeszcze oczywiście opcja, że naprawdę chcieli zaostrzyć, jeszcze bardziej i tak już bardzo restrykcyjne prawo antyaborcyjne w naszym kraju i naprawdę myśleli, że biorąc pod uwagę szalejący COVID i obostrzenia nikt nie wyjdzie tak tłumnie na ulice. Sama, początkowo czułam się z wyrokiem TK bezsilnie. Byłam przekonana w pewnym sensie, że kobiety mają trochę rozsądku i w tak trudnym momencie nie będą masowo wychodzić na ulicę. Och, jak dobrze, że się myliłam.

Strzały. Zdjęcie własne

W tym momencie patrząc na te protesty, wstępuje we mnie nowa nadzieja. Na początku nie brałam w nich udziału, bo nadal nie sądziłam, żeby to mogło cokolwiek zmienić. Z dnia na dzień jednak emocje coraz bardziej się we mnie zbierały i zaczęłam się coraz bardziej angażować. Najpierw słuchając „buntowniczej muzyki”, rysowałam i kolorowałam strzały na kartkach, co zobaczyłam u @paniswojegoczasu. Później zaczęłam wywieszać je w oknach mieszkania i samochodu. Jednego dnia zachęciłam nawet siostrę i mamę do wzięcia udziału w proteście w moim rodzinnym mieście. W międzyczasie w końcu poszłam na protest na Plac Wolności w Poznaniu.

Teraz z zaciekawieniem śledzę wydarzenia i zaczynam się coraz bardziej zastanawiać, do czego to może doprowadzić. Czuję, że te protesty mają ogromną moc i mogą wywołać coś dużego. Ostatnio nawet zażartowałam, że jeśli tak wielkie protesty w tak ciężkiej sytuacji (i jeżeli chodzi o wirusa i ogólne nastroje społeczne) nic nie zdziałamy, to będzie największa porażka w tym roku. Pamiętajcie, że to nie jedyne protesty, które miały miejsce w tym roku. Wiele z grup protestujących wcześniej przyłącza się do obecnego ruszenia kobiet – rolnicy, przedsiębiorcy różnych branż, LGBTQ+.


Nie mam niestety odpowiedzi na żadne z moich powyższych dylematów i rozważań. Może wszystkie na raz są prawidłowe, może tylko część. Może w żadnym przypadku nie mam racji, bo gra toczy się o coś jeszcze innego, co mi nawet do głowy nie przyszło. Czas pokaże, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodziło i do czego to doprowadziło. Jeśli masz jakieś swoje przemyślenia na ten temat i chciałabyś się tym podzielić, bardzo zachęcam do komentowania pod wpisem. Może moje rozmyślania dały Ci do myślenia? Może się z nimi nie zgadzasz? Daj znać. Tymczasem dbajcie o siebie. Uważajcie na innych. Bądźcie zdrowi i ***** ***.

Dodaj komentarz